Gdzie jest moja smykałka do pisania? Pod kołdrą, za szafą, a może siedzi w szufladzie? Hmmm, chociaż nie, bardziej prawdopodobne jest to, że zostawiła mnie dla kogoś innego. Poszła se w siną dal, a mi pozostaje upijać się gorąca herbatką i rozpaczać nad tym faktem. Ale tak poważnie, dlaczego ni jak nie wychodzi mi skleić słów w zdania, które miałyby jakikolwiek sens? Nawet jeśli coś napiszę to po chwili wszystko kasuje, bo żaden post nie zasługuje na publikacje. Ah, frustrujące to jest jak cholera! I śmiać mi się chce na samą myśl o tym, że kiedyś chciałam związać prywatny żywot z pisaniem. Pfu!
A kiedyś tak lubiłam pisać. A teraz co? Traktuje swoje wypociny jak macocha i mam ochotę im przywalić patelnią, ale się nie da. Trudno przywalić czemuś, co nie istnieje w świecie fizycznym. A pisać to trzeba, przynajmniej do takiego wniosku doszłam po kolejnym zaprzyjaźnieniu się z rozwojem osobistym, NLP i resztą obiektów z tej paczki.
I właśnie tak wygląda mój pierwszy wpis na tym blogu. Wpis, który za cholerę nie zasługuje na publikacje, ale i tak został wystawiony przed oczyma homo homo sapiensów.
ENSIS: Czasem mam tak samo. Będzie dobrze ;)
ReplyDeleteMusi być, innej teorii to ja nawet nie biorę do wiadomości ;D
ReplyDeleteŚlepy optymizm górą!
ten pierwszy raz, zawsze jest trudny, potem samo pójdzie:)
ReplyDeleteBeato, a jak samo nie pójdzie to się kijem popchnie ;)
ReplyDeletez tym bieganiem absolutnie się zgadzam z tobą i pozdrawiam:)Marta
ReplyDeletebedzie dobrze i calkiem niezly ten pierwszy wpis:) czekam wiec na nastepne! a jakby co,to patelnia po komputerze...pozdrawiam:)
ReplyDelete